Nie mam pomysłu na tego bloga. Zepsułam go i tę fabułę. Nie dam rady napisać dalszych rozdziałów, ale... jeśli chcecie mogę napisać coś w stylu epilogu, w którym dowiecie się co się wydarzyło itd.
Przepraszam :<
piątek, 2 listopada 2012
piątek, 21 września 2012
Jedenasty ♥
Tik-tak, tik-tak. Wpatrywałem się w tarczę zegara, który
informował mnie, że jest już grubo po osiemnastej. Wypadałoby wstać. Ubrać się,
umyć, cokolwiek. Harry poszedł wysłać pocztówkę rodzinie. Ja pomyślałem o tym
na początku wyjazdu i aktualnie miałem to z głowy. Zczołgałem się z wygodnej
kanapy i włączyłem telewizor. Pierwszy, lepszy kanał muzyczny. Pogłośniłem i
udałem się do sypialni w poszukiwaniu czystych, a bynajmniej zdatnych do użytku
ubrań. Daję słowo, przekopałem cały pokój, aby znaleźć je ułożone w szafie. No
tak, zupełnie wyleciało mi z głowy, że Hazza posprzątał cały apartament w ramach
przeprosin za sprawę z Chelle. Uśmiechnąłem się przypominając sobie widok
bruneta sprzątającego pokój, w samym fartuszku.
Niezapomniane wspomnienie. Ubrałem się w beżowe rurki, biały T-shirt i szarą
bluzę. Usiadłem na dywanie czekając na Loczka. Powinien tu być 20 minut temu.
Nie jesteśmy w Londynie, gdzie z jednego przystanku do drugiego jedzie się
godzinę. Styles, ruszaj ten swój zgrabny tyłeczek. Na 19 mamy rezerwację. Zdolny ja
zarezerwowałem stolik w jednej z najlepszych francuskich restauracji, a ten się
spóźnia.
-Uduszę go, obiecuję – Warknąłem, zamykając za sobą drzwi
hotelowe. Schowałem klucz do kieszeni i ruszyłem windą na sam dół. Przeszedłem
przez zatłoczony hol uśmiechając się do znajomej recepcjonistki. Wyszedłem
przed hotel i zadrżałem kiedy owiało mnie zimne powietrze. Wsadziłem dłonie do
kieszeni kurtki i skierowałem się do lokalu. Po 20 minutach byłem na miejscu.
Wszedłem, a kelner odprowadził mnie do stolika znajdującego się bardziej na
uboczu. Znajdował się za murkiem, który nieco chronił nas przed pełnymi
zdegustowania spojrzeniami. Nigdy nie zrozumiem tej niechęci do ludzi odmiennej
orientacji. No cóż, są ludzie i taborety, takie życie. Rozsiadłem się na fotelu,
wcześniej pozbywając się puchowej kurtki. No dalej Harry. Jak zaraz tu nie
przyjdziesz to pożałujesz. Wystukiwałem palcami rytm o stół przykryty białym
obrusem. Zbliżała się 20. Zaraz jak nic mnie stąd wygonią. Do tej pory
zamówiłem jedynie szklankę wody z cytryną. A jego jak nie było tak nie ma. W
końcu – po kłótni z kelnerem i zapłaceniu za napój – opuściłem restaurację. Olał
mnie. Może zapomniał. Może coś mu wypadło. Może… może nie chciał się spotkać. Wzdrygnąłem się niekoniecznie z zimna.
Nie wolno ci tak myśleć Horan. Coś mu się pomyliło. Na pewno. Westchnąłem.
Ostatnio coś często był zamyślony, jakby przygnębiony. Jednak nie chciał
powiedzieć o co chodzi. Może w końcu powie, zwierzy mi się… Zaufa mi. Może. Odsunęliśmy się od
siebie. Nadal było między nami uczucie, ale przez ostatnią kłótnię, jakby
osłabło. Nie rozmawialiśmy tak często, a gesty świadczące o jakiejkolwiek
zażyłości powoli zanikały. Co się działo ? Czyżby to gorące uczucie wygasało ?
Czyżby to wszystko miało się tak skończyć ? Tu, w Paryżu ? Czy go kochałem ?
Och, owszem, bardzo. Jeszcze mocniej niż kiedykolwiek. Moje uczucie do niego
rosło z dnia na dzień. Jednak nie wiem jak to było z nim. Czy nadal coś do mnie
czuł ? Czy… Nie ! Nawet o tym nie myśl. Michelle to skończony temat. Zapomnij. Już
więcej nie zmąci naszego wspólnego życia i wszystko będzie idealnie. Wszedłem
do oświetlonego holu i przywitałem się skinieniem głowy i ciepłym uśmiechem z
kilkoma osobami. Przez czas pobytu tutaj poznałem się z niektórymi ludźmi i
stali się dla mnie dobrymi znajomymi. Mam nadzieję, że te kontakty utrzymają
się jak wrócę do Irlandii. Irlandia. Dawno
tam nie byłem. A za tydzień wracam. Jak mnie przyjmą po miesiącu nieobecności ?
Czy się cokolwiek zmieniłem ? Jak zareagują na wieść o tym, że ich kochany
blondynek ma chłopaka ? Bałem się.
Cholernie. A co jak mnie nie zaakceptują ? Gdzie się wtedy podzieję ? Nie.
Powinienem myśleć pozytywnie. To moja ukochana rodzina. Nie wyrzucą mnie
przecież na bruk… prawda ? Wspiąłem się po schodach i stanąłem na dywanie
opierając dłonie na udach i ciężko dysząc. Postanowiłem trochę popracować nad
swoją sylwetką i kondycją. Jednak wchodzenie na nasze piętro chyba nie było
najlepszym pomysłem. Mother Of God. Moje serce chyba zaraz stanie. Ruszyłem
powolnym krokiem w stronę drzwi znajdujących się przy końcu korytarza. Jeszcze
chwila i padnę na miękkie łóżko i wtulę się w bok Harry’ego. I pójdę spać. Już
miałem wchodzić do środka, gdy usłyszałem śmiech za rogiem. Powoli tam ruszyłem
kierowany ciekawością. Wyjrzałem i zamarłem. Ujrzałem widok najmniej przeze
mnie pożądany. Harry… I Chelle. Całujący się. Dziewczyna stała do mnie przodem,
jednak mnie nie widziała, była zbyt wpatrzona w bruneta. Głupia dziwka.
-Cieszę się, że pojechałeś ze mną na USG. Chociaż wiesz, że
nasz synek dobrze się rozwija – Mruknęła obdarowywując jego szyję pocałunkami. Wpadłem
do pokoju, a następnie do łazienki. Zakluczyłem drzwi i osunąłem się po
ścianie, starałem się opanować oddech i szybko bijące serce. Nasz synek ? Zdradził mnie. Dlatego nie
pojawił się na kolacji. Był z Chelle u lekarza. W jednej chwili ból i żal
zastąpiła determinacja i złość. W mojej głowie uformował się plan.
-Nie zależy ci na mnie to mnie więcej nie zobaczysz kotku –
Szepnąłem podnosząc się i opłukując twarz zimną wodą.
***
Pamiętam jak wszedł do pokoju, a na mój widok na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. Denerwował się. Przedstawienie czas zacząć. Walcząc z bólem w sercu wstałem i ucałowałem go w usta. Zachowywałem się jak gdyby nigdy nic. Zakochany, naiwny chłopaczyna. No cóż, chyba nieźle mi szło, bo powoli się rozluźnił. Pogadaliśmy i obejrzeliśmy film. Koło 22 poszliśmy spać. Znaczy on poszedł, ja czuwałem. Nadszedł czas, aby zrealizować plan. Od dobrej godziny słyszałem miarowy oddech bruneta. Powoli wyślizgnąłem się spod kołdry i go nią przykryłem. Nie chciałem, aby się przeziębił. Owszem, zdradził mnie, ale nadal go kochałem. Szybko i cicho zacząłem pakować swoje rzeczy do wielkiej walizki. Żeby tylko się nie obudził. Bo wtedy wszystko pójdzie na marne. Wszystko. We wnętrzu bagażu znalazło się wszystko przypominające o mnie. Zdjęcia, karteczki, ubrania, czasopisma, nuty. Pragnąłem usunąć się z jego życia. Raz na zawsze. Wyrwałem kartkę z jego notatnika i szybko nabazgrałem kilka słów ‘Odchodzę. Powodzenia z Chelle i Anthonym. Twój na zawsze, Niall xx’ Przycisnąłem notatkę wazonem i rozejrzałem się po pokoju. Wszystko zabrane. Nie pozostało nic co przeszkadzało by ci ułożyć sobie życie z Chelle. Na trzęsących się nogach podszedłem do łóżka. Łamałem regułę planu. Powinienem był cię ostawić i wyjść. Ale nie mogłem cię opuścić bez ostatniego pocałunku. Tak więc złączyłem nasze usta na jedną, mała chwilę, która wystarczyła, aby w mojej głowie pojawiły się wątpliwości Czy dobrze robię ? Może powinienem tu zostać ? Zostać z tobą ? Nie, zganiłem się w myślach, czas się rozejść. Zagryzłem wargę i rzucając ostatnie spojrzenie w twoim kierunku wyszedłem na cichy korytarz. W holu pożegnałem się z przemiłą recepcjonistką. Po chwili znalazłem się na cichych, pokrytych śniegiem ulicach Londynu.
-Żegnaj Harreh – Powiedziałem i ruszyłem przed siebie taszcząc za sobą
walizkę.***
Pamiętam jak wszedł do pokoju, a na mój widok na jego twarzy pojawił się nerwowy uśmiech. Denerwował się. Przedstawienie czas zacząć. Walcząc z bólem w sercu wstałem i ucałowałem go w usta. Zachowywałem się jak gdyby nigdy nic. Zakochany, naiwny chłopaczyna. No cóż, chyba nieźle mi szło, bo powoli się rozluźnił. Pogadaliśmy i obejrzeliśmy film. Koło 22 poszliśmy spać. Znaczy on poszedł, ja czuwałem. Nadszedł czas, aby zrealizować plan. Od dobrej godziny słyszałem miarowy oddech bruneta. Powoli wyślizgnąłem się spod kołdry i go nią przykryłem. Nie chciałem, aby się przeziębił. Owszem, zdradził mnie, ale nadal go kochałem. Szybko i cicho zacząłem pakować swoje rzeczy do wielkiej walizki. Żeby tylko się nie obudził. Bo wtedy wszystko pójdzie na marne. Wszystko. We wnętrzu bagażu znalazło się wszystko przypominające o mnie. Zdjęcia, karteczki, ubrania, czasopisma, nuty. Pragnąłem usunąć się z jego życia. Raz na zawsze. Wyrwałem kartkę z jego notatnika i szybko nabazgrałem kilka słów ‘Odchodzę. Powodzenia z Chelle i Anthonym. Twój na zawsze, Niall xx’ Przycisnąłem notatkę wazonem i rozejrzałem się po pokoju. Wszystko zabrane. Nie pozostało nic co przeszkadzało by ci ułożyć sobie życie z Chelle. Na trzęsących się nogach podszedłem do łóżka. Łamałem regułę planu. Powinienem był cię ostawić i wyjść. Ale nie mogłem cię opuścić bez ostatniego pocałunku. Tak więc złączyłem nasze usta na jedną, mała chwilę, która wystarczyła, aby w mojej głowie pojawiły się wątpliwości Czy dobrze robię ? Może powinienem tu zostać ? Zostać z tobą ? Nie, zganiłem się w myślach, czas się rozejść. Zagryzłem wargę i rzucając ostatnie spojrzenie w twoim kierunku wyszedłem na cichy korytarz. W holu pożegnałem się z przemiłą recepcjonistką. Po chwili znalazłem się na cichych, pokrytych śniegiem ulicach Londynu.
____
WRÓCIŁAM ! :D Przeeprraaszaaam, że mnie nie było taak dlugo.. Mam nadzieję, że mi wybaczycie ♥
No tak no, znowu zraniłam Niall’a <ja niedobra> Aż mi go żal no xd
poniedziałek, 27 sierpnia 2012
So sorry
Tak więc, chciałam na wstępie was przeprosić. Strasznie zaniedbałam tego bloga, ale mam problemy osobiste, i.. ledwo sobie z nimi radzę. Nie wiem czy komukolwiek będzie żal, ale zawieszam bloga. Na czas nieokreślony. Wrócę. Na pewno. Przywiązałam się do tej historii. Ale teraz muszę uporządkować własne sprawy. Przepraszam.
Love you all xx
czwartek, 16 sierpnia 2012
Dziesiąty ♥
Do apartamentu wróciłem dopiero nad ranem. Dziękowałem Bogu,
że klub do którego chciałem iść był zbyt tłoczny. Wczoraj, pod wpływem emocji
miałem ochotę znaleźć jakąś panienkę i zranić Harry’ego jak on mnie. Jednak
teraz myślałem racjonalnie i wiedziałem, że takie zachowanie z mojej strony
byłoby dziecinne i jedynie pogorszyłoby sprawę. Mimo woli odetchnąłem, gdy
przed drzwiami nie ujrzałem spakowanej walizki. Może to głupie, ale dało mi
nadzieję, że może wybrał mnie.. Przeszedłem przez korytarz i niepewnie
nacisnąłem klamkę. Drzwi się otworzyły, ukazując mi pokój, który przedstawiał
istne pobojowisko. Ubrania znajdowały się na podłodze, wraz z książkami i
kawałkami szkła, prawdopodobnie ze szklanego wazonu, który jeszcze wczoraj stał
na komodzie, a dzisiaj go brakowało. Pośród tego wszystkiego siedział Harry.
Miał na sobie szare dresy. W dłoni trzymał gitarę i cicho brzdąkał, przez co
najwyraźniej nie zauważył mojego przyjścia. Stanąłem w wejściu i go
obserwowałem. Dobrze wiemy, że bałem się tego co będzie po wczorajszej wymianie
zdań. No i chciałem posłuchać jego anielskiego głosu. Nie zbyt długo musiałem
czekać.
Should’ve kissed you there/
Powinienem Cię tam pocałować
I should’ve held your face/
Powinienem
trzymać twoją twarz
I should’ve watched those eyes/
Powinienem
patrzeć w te oczy
Instead of run in place/
Zamiast
biec w miejscu
I should’ve called you out/
Powinienem
Cię zawołać
I should’ve said your name/
Powinienem wypowiedzieć Twoje imię
I should’ve turned
around/
Powinienem się odwrócić
I should’ve looked
again/
Powinienem spojrzeć jeszcze raz
W oczach pojawiły mi się łzy. To było tak prawdziwe i
piękne. A bynajmniej miałem nadzieję. Podszedłem i uklęknąłem obok niego.
Położyłem mu dłoń na ramieniu.
-Harry…
Spojrzał na mnie zaczerwienionymi oczami, w których
widziałem ból i smutek, a jednocześnie radość. Może dlatego, że tu byłem ? Nie
wiem, ale pragnąłem aby tak było.
-Niall… - Wyszeptał, zachrypniętym głosem. Przejechał dłonią
po moim policzku. – Jesteś tu, czy to kolejny sen ?
-Jestem tu Harreh… Naprawdę – Objąłem go w pasie i do siebie
przyciągnąłem. Położył głowę nad moim obojczykiem.
-Tak Cię przepraszam… Nie widziałem, że Chelle stara się nas
rozdzielić…
Głaskałem go po włosach, pragnąc aby nie płakał. Jego ból,
sprawiał mi ogromne cierpienie. Poczułem się jak kilka tygodni siedzieliśmy na
balkonie, a on wypłakiwał swoje łzy w mój podkoszulek. Znowu byłem chusteczką.
Ale wiecie co ? Nie przeszkadzało mi to. Pragnąłem, aby był szczęśliwy. Bez
względu na wszystko.
-Ona mówiła, że jesteś nieodpowiednim przyjacielem dla mnie,
że masz na mnie zły wpływ, ale to ignorowałem… Boże Niall, ja nawet cię nie
broniłem przed jej obelgami. Zachowałem się jak dupek – Wybuchł jeszcze
większym płaczem. – Zawiodłem cię. Obiecałem, że nikt więcej cię nie zrani, a
sam to zrobiłem. Proszę, wybacz mi…
Wpatrywałem się w jego spuchnięte oczy. Odgarnąłem mu kręcony kosmyk z czoła.
Wpatrywałem się w jego spuchnięte oczy. Odgarnąłem mu kręcony kosmyk z czoła.
-Nie potrafiłbym być na ciebie zły Harry… Za bardzo cię
kocham
-Oh, Niall – Wpił się w moje usta, wprawiając mnie tym w
lekkie oszołomienie. Szybko zmienia nastroje. Przed chwilą był załamany, a
teraz gdyby mógł to by mnie zgwałcił. Jestem tego pewien. Objąłem go w pasie,
gdy wręcz pochłaniał moje wargi. Brakowało mi tchu, ale nie chciałem się
odsunąć. Nie od niego. Jeździłem dłońmi po jego ciele. Po silnych ramionach,
umięśnionym torsie, wybrzuszonym podbrzuszu, zgrabnych nogach.
-Harreh – Wyjąkałem, między pocałunkami, gdy ścisnął moje
pośladki. O mój Boże, byłem w niebie. Nawet nie wiem kiedy znaleźliśmy się
nadzy na łóżku, przykryci satynową pościelą. Gładziłem jego ciało i obdarowywałem
je pocałunkami, zostawiając wilgotne ślady. Powróciłem do ust, gdy znalazłem
się w okolicach przyrodzenia chłopaka. Przetrzymam go trochę, niech chłopaczyna
poczeka. Jego dłonie przejechały po moim członku. Jęknąłem w jego usta. W jego
pełne, zmysłowe usta.
x Harry x
Uśmiechnąłem się, gdy z jego ust wydobył się jęk. Tak się
cieszyłem, że nie był na mnie zły… Nie przeżyłbym bez niego i jego miłości. Bez
tych uroczych, farbowanych blond włosów nie dających się ułożyć, bez tych
przepięknych błękitnych oczu, bez tego zniewalającego uśmiechu. Nie, nie, nie…
Wyrzuciłem tą myśl z głowy. Liczy się ten moment. Ta chwila, gdy leżymy na
łóżku złączeni w miłosnym uścisku. Oderwałem dłoń od jego ciała i na oślep
znalazłem opakowanie lubrykantu i paczę prezerwatyw. Pamiętam jak w dzień wyjazdu
do Francji znalazłem te rzeczy na stoliku przy łóżku z karteczką „Miłego wyjazdu. Gemma xx ” W tym
momencie na bank przypominałem buraka i na szczęście ukryłem to zanim mama wparowała
do pokoju. Teraz, patrząc na to z tej perspektywy zdałem sobie sprawę, że
jestem jej wdzięczny. Sam, nigdy bym nie wszedł do apteki i nie poprosił o
lubrykant i prezerwatywy. Będę musiał jej podziękować jak wrócimy. W oczach
blondyna ujrzałem pożądanie.
xxx
-O KURWA !! HARRY !! – Wykrzyknął blondyn, kiedy w nim doszedłem.
Opadłem na miękki materac i przejechałem palcem po jego torsie.
-Przyjmujesz przeprosiny ? – Wyjęczałem do jego ucha,
zagryzając płatek.
-Jeśli to były przeprosiny, to musisz mnie częściej ranić –
Wyszeptał składając na moich ustach delikatny pocałunek, tak inny, niż ostatnie
kilka godzin. – Dobranoc Harry…
Patrzyłem jak wtula się w mój bok i zamyka zmęczone powieki.
Jego spuchnięte wargi są lekko uchylone. Odgarniam kosmyk włosów ze spoconego
czoła. Jak ja mogłem nie widzieć, że go ranię. Idiota, idiota, idiota… Tylko
szkoda, że przez swoją głupotę zranię go jeszcze bardziej.
-Przepraszam Niall… Mam nadzieję, że mi wybaczysz –
Wyszeptałem, a pojedyncza łza spłynęła po moim zarumienionym policzku.
_______
Dziękuję za 25 komentarzy ! *_* Mam zawał, seryjnie xd
_______
Dziękuję za 25 komentarzy ! *_* Mam zawał, seryjnie xd
Przeeepraaaszaaaaaaaaam, że tak długo nie było rozdziału, ale byłam na wakacjach bez komputera ;c Mam nadzieję, że mi wybaczycie ♥
środa, 1 sierpnia 2012
Dziewiąty ♥
-Chodź tam Harreh ! Proooszęęę ! – Wskazałem na łuk
triumfalny znajdujący się zaledwie kilka metrów od naszego aktualnego
położenia. Brunet spojrzał na mnie ze znużeniem.
-Niall… Mam dość.. Jedyne czego pragnę to wrócić do hotelu i
wziąć gorącą kąpiel. Z tobą. – Wymruczał, przygryzając mi płatek ucha. Jakaś
starsza kobieta posłała nam zdegustowane spojrzenie. Bardzo mnie to obeszło.
Odepchnąłem od siebie chłopaka.
-Nie dzisiaj kotku. Zwiedzajmy – Pisnąłem i skierowałem się
do wielkiego pomnika, ciągnąc za sobą Harry’ego, która cały czas mamrotał coś
pod nosem.
-Powiedz mi tylko… CZEMU ?
Spojrzałem na niego z politowaniem. Czasami to był naprawdę
głupi.
-Bo mam dość twojej psiapsiółki Chelle, która przesiaduje u
nas kiedy tylko jesteśmy w pokoju. Jest jak… jak rzep. Nie odczepi się od
ciebie, póki jej nie zniszczysz – Odpowiedziałem, robiąc zdjęcia antyku.
Poczułem, że loczek obejmuje mnie od tyłu, a brodę opiera na
moim ramieniu.
-Czyżbyś był zazdrosny ? – Wymruczał.
Wybuchłem głośnym śmiechem i posłałem mu rozbawione
spojrzenie. Ja ? Zazdrosny ? O żonę Draculi ? Never. I jeszcze te prośby Harolda
żebym spróbował się z nią zaprzyjaźnić. Śmieszne. Wolałbym nie jeść przy
tydzień, niż nawiązać z nią jakieś bliższe kontakty. A dobrze wiemy jak bardzo
kocham jedzenie. Jednak bolało mnie, że chłopak, którego kochałem ma dla mnie
coraz mniej czasu i ciągnie go do dziewczyny, której nienawidziłem z całego
serca. Każda rozmowa na jej temat kończyła się kłótnią. Czy mnie to raniło ? Owszem.
Za każdym razem, gdy wychodził z pokoju z trzaskiem zamykając drzwi i krzycząc,
że ma mnie dość, siedziałem i płakałem. Brunetka wszystko nam zepsuła. Staliśmy
się dla siebie chłodni. Unikaliśmy swojego towarzystwa. Oczywiście, staraliśmy
się utrzymać pozory, że wszystko jest dobrze, ale… czy naprawdę tak jest ? Czy
nadal jest między nami to co kilka tygodni temu ? Sam tego nie wiedziałem. Potarłem
dłonią po twarzy, zręcznie wycierając łzy, które napłynęły mi do oczu.
-Wracajmy – Wyszeptałem i skierowałem się w stronę naszego
hotelu. Całą drogę przebyliśmy w milczeniu. Szedłem z rękoma schowanymi w
kieszeni i kapturem narzuconym na głowę. Byłem przybity. Totalnie. Dotarliśmy
do budynku. W apartamencie rzuciłem się na łóżku i wtuliłem twarz w poduszkę.
-Heeeej, mogę ? – Usłyszałem przesłodzony głosik i już
miałem dość jej osoby.
-Czy Ty nas obserwujesz ? - Warknąłem – Ledwo przyszliśmy, a
Ty już jesteś.
-Akurat przechodziłam i zauważyłam… Ale jak nie chcecie to
pó…
-Nie, nie ! Zostań ! – Zaprotestował Harry i usłyszałem jak
zamyka za nią drzwi.
Zacisnąłem zęby i ponownie ukryłem twarz. Wredna, głupia
pizda. Wstałem i ubrałem się, skierowałem się do drzwi.
-Gdzie idziesz ? – Hazza podszedł do mnie.
-Teraz Cię to obchodzi ? – Prychnąłem, patrząc na niego ze
złością.
-Chodź Harruś, da…
-Zamknij się ! – Krzyknąłem w jej kierunku – Idź sprzątać,
bo oprócz uwodzenia innych tylko to ci wychodzi – Syknąłem i ze satysfakcją
zauważyłem, że ją zabolało.
-NIALL !
-Oh, będziesz jej bronił ? Jakżebym śmiał zapomnieć, że to
ONA jest dla ciebie najważniejsza. Przyjechaliśmy tu razem. Żeby się lepiej
poznać, zbliżyć ! I wiesz co ? Poznałem cię bliżej… Jesteś dupkiem, który
traktuje ludzi jak zabawki… Mam serdecznie dość twojego zachowania. – Warknąłem
ze łzami w oczach.
-Nie mów tak !
-Co ? Prawda w oczy kole ? – Wysyczałem – Albo ja, albo ona.
Decyduj. – Mruknąłem i opuściłem pomieszczenie. Ledwo wyszedłem na ulicę, a osunąłem
się po ścianie na chodnik. Ukryłem twarz w dłoniach i wybuchnąłem
niepohamowanym płaczem. Bolało. Bolało jak cholera. Kiedyś byliśmy tak blisko.
Wiedzieliśmy o sobie wszystko. A teraz… ? Sam nie wiem. Chyba się okłamywałem uważając,
że wszystko jest w porządku. Uważałem, że będzie dobrze, jak stąd wyjedziemy,
ale… ale przecież wtedy się rozstaniemy. Będzie jeszcze gorzej. Bóg wie co oni
tam teraz robią. Nie zdziwię się jak wrócę do pokoju, a moja walizka będzie
stała przed drzwiami z karteczką „Wybrałem Chelle. Sorry.” Kolejne łzy spłynęły
po moich policzkach, gdy wyobraziłem sobie tą scenę. Głupi, naiwny Irlandczyk
zakochał się w miejscowym podrywaczu i draniu. Pięknie. Serio, cudownie.
_______
Przepraszam, że krótki i taki beznadziejny, ale to wprowadzenie do tego co się będzie działo później. Nie mogę dać dłuższego bo zepsułabym akcję
_______
Przepraszam, że krótki i taki beznadziejny, ale to wprowadzenie do tego co się będzie działo później. Nie mogę dać dłuższego bo zepsułabym akcję
niedziela, 29 lipca 2012
Ósmy ♥
-Tak mamo, będziemy uważać – Westchnąłem i po wysłuchaniu
odpowiedzi rozłączyłem się. Przed chwilą wysłuchałem godzinnego wykładu na
temat odpowiedniej ostrożności. Żebyśmy nie wpadli pod samochód, albo nie dali
się zgwałcić. Prychnąłem i odrzuciłem telefon. Usiadłem po turecku na łóżku i
utkwiłem wzrok w blondynie. Właśnie rozpakowywał nasze torby w wysokiej,
drewnianej szafie. Podszedłem do niego i objąłem w pasie, lekko dotykając
wypukłości u jego podbrzusza. Cicho zamruczał. Odłożył szary T-shirt i obrócił
się do mnie przodem. Naparł na mnie swoim ciałem i wpił w moje usta. Pozwoliłem
naszym językom rozpocząć namiętny taniec, a dłonie zacisnąłem na jego
pośladkach. Zrzuciłem z niego koszulkę i zacząłem całować jego wyrzeźbione,
blade ciało. Usłyszałem mocne pukanie do drzwi. Natychmiast oderwałem się od
blondyna i wygoniłem do łazienki. Trzęsącymi dłońmi poprawiłem koszulę.
-Proszę ! – Wykrzyknąłem i po chwili moim oczom ukazała się
niska, drobna dziewczyna odziana w biało-czarny uniform. Brązowe loki sięgały
jej do pasa, a zielone oczy wydawały się puste. Sprawiała wrażenie zmęczonej i
zmartwionej. Ale coś mi się kojarzyło… Wydawało mi się, że znam tą dziewczynę..
– Chelle ! – Wpatrywałem się w dziewczynę oszołomiony.
-‘Arry ! – Wykrztusiła z francuskim akcentem, uroczo
wymawiając moje imię. Mimo woli obdarowałem ją uśmiechem. Była tak urocza.
Michelle jest moją byłą. Rozstaliśmy się w dość… nieprzyjemny sposób.
Poznaliśmy się 3 lata, gdy przyjechała na wymianę do mojego kumpla. Między nami
od razu zaiskrzyło. Spojrzenia, słodkie słówka, czułe gesty… Parą zostaliśmy
już następnego dnia… Niestety, kiedy wszystko było idealnie, a bynajmniej w
moim odczuciu, dowiedziałem się, że brunetka mnie zdradza. Z moim najlepszym
przyjacielem. Byłem wściekły. Zwyzywałem ich od najgorszych, ale… myślę, że im
już wybaczyłem. A bynajmniej jej. No bo jak można być złym na tak słodką osobę
? Niewykonalne.
-Co Ty tu robisz ?
-Pracuję. Muszę zarobić na studia – Ciężko westchnęła i
posłała mi krzywy uśmiech. Lekko mnie to zaskoczyło. Chelle zawsze miała kasy
jak lodu. Dostawała wszystko co chciała. Czyżby rodzinna firma splajtowała ?
Pamiętam, że jej ojciec był pracoholikiem, prowadził firmę kosmetyczną, która
rozrosła się na cały świat. Nigdy nie miał dla niej czasu, przez co dziewczyna
cierpiała. Jedynym wsparciem była matka. Miła, uśmiechnięta kobieta, starsza
wersja córki. Ale postanowiłem o nic nie wypytywać. Jeśli będzie chciała,
zwierzy mi się. Nie będę naciskał. – A Ty ?
-Przyjechałem na wycieczkę z … kumplem – Szepnąłem, chowając
dłonie do kieszenie spodni. Przecież jej nie powiem, że Nialler to mój chłopak.
Ucieknie z krzykiem. A nie chce znowu zakończyć tej znajomości.
-Takiemu to dobrze – Z pomiędzy jej perfekcyjnych, miękkich
warg wydobył się melodyjny, delikatny śmiech. Z łazienki wyszedł blondyn.
Wygnieciona bluzka opinała jego ciało. Szybkim spojrzeniem, błękitnych oczu ocenił
postać pracownicy. Przejechał dłonią po blond włosach, pozostawiając je w jeszcze
większym nieładzie. Wyglądał tak seksownie. I był tylko mój. W tym momencie
pragnąłem rzucić się na niego, zedrzeć te niepotrzebne ciuchy i go zgwałcić. Tu
i teraz. Powstrzymałem zbereźne myśli i skierowałem wzrok na Chelle. Nie myśl o
Horanie, nie myśl o Horanie… Wziąłem głęboki oddech.
-Michelle to jest Niall, Niall to jest Michelle – Wyjąkałem,
pragnąc, aby dziewczyna już poszła. Oh, czy przed chwilą nie chciałem, abyśmy
zostali przyjaciółmi ? Pierdolić to. Irlandczyk właśnie stoi obok mnie i niby
przypadkowo ociera się o mnie ramieniem. Tak cholernie mnie kusił. Czy to
byłoby niekulturalne gdybym zaczął go jebać przed niczego nie spodziewającą się
Michelle ? Prawdopodobnie. Zacisnąłem zęby i starałem się skoncentrować na
rozmowie, która toczyła się między chłopakiem, a moją koleżanką. Chyba niezbyt
się polubili.
-Wiecie… Ja już pójdę. Obowiązki wzywają – Rzuciła blondynowi
zirytowane spojrzenie, a mnie ucałowała w policzek. – To pa ‘Arry.
Wyszła, zamykając za sobą ciężkie, drewniane drzwi. Spojrzałem
na Niall’a, który wpatrywał się wściekłym w miejsce, gdzie usta Chelle mnie
dotknęły. Nie czekając na jakikolwiek gest czy słowa, wpiłem się w jego wargi,
przypierając go do ściany. Szybciej niż to możliwe pozbawiłem go ubrań, które
znalazły się w kącie pokoju. Naparłem na jego ciało i zahaczyłem palcem o gumkę
od jego bokserek. Z jego gardła wydobył się niski pomruk. Moja dłoń zawędrowała
pod cienki materiał, wprawiając jego kolegę w ruch.
x Niall x
Wpatrywałem się w śpiącego tuż obok mnie chłopaka. Brązowe
loki opadały na jego zarumienioną twarz. Powieki zasłaniały zielone oczęta.
Lekko rozchylone wargi, uwalniały powietrze i wydobywały się z nich odgłosy,
zwane chrapaniem. Jego oddech powoli stawał się miarowy. Przejechałem palcem po
dokładnie zarysowanej linii szczęki i uśmiechnąłem się. Ten wieczór… Mamo, to
był cudowne. W pewnych momentach brakowało mi oddechu i czułem się niczym w
niebie. Nigdy nie pomyślałem, że seks z facetem sprawi mi tyle radości.. Co ja
gadam, nigdy nie myślałem, że do czegoś takiego dojdzie. Przecież nikt nie
sądzi, że zostanie homoseksualny, dopóki nie spotka odpowiedniej osoby, a i
wtedy nie każdy potrafi przyznać się sam przed sobą, że lubi osoby tej samej
płci. Ale przecież w tym nie ma nic złego. Miłość to miłość. Nieistotne czy
jest ona pomiędzy dziewczynami czy facetami, pomiędzy nastolatkami czy
staruszkami, nie ważne czy różnica pomiędzy nimi wynosi rok czy 20. Najważniejsze
jest uczucie. A ja kochałem tego aroganckiego dupka. Ubóstwiałem go. Jednakże
martwiło mnie dzisiejsze spotkanie. Jego pragnienie odnowienia dawnej
znajomości. Michelle. Wredna istotka chcąca uwieść Harold’a. Skad wiedziałem
czego chciała ? Widziałem to w jej ogromnych oczach. To uczucie biło na
kilometr. Aż się dziwię, że Harry nic nie zauważył. A może… Nie, nie, nie. Po
prostu nic nie podejrzewa. Chce się jedynie zaprzyjaźnić. Z dziewczyną, która
złamała mu serce… I to przesłodzone „’Arry”. Normalnie rzygać się chce. Pomieszczenie
wypełnione babeczkami jest mniej słodkie. Cierpko się uśmiechnąłem, na jedyny pozytyw
w tej sytuacji. Zdradziła go. Nie wybaczy jej czegoś takiego. No i ma mnie. Cicho
się zaśmiałem i usatysfakcjonowany przykryłem się kołdrą. Wtuliłem się w bok
bruneta i przymknąłem oczy, myśląc jedynie o tym, że czekają nas dwa tygodnie,
jedynie we dwoje, w mieście miłości. Jednakże do mojego umysłu wkradła się
pewna postać. A mianowicie Michelle. Co jeśli będzie chciała zepsuć nasz wyjazd
? Zirytowany starałem się wyrzucić jej obraz z umysłu. Irytująca, mała zaraza. Niech
mi tylko coś spieprzy to pożałuje. Nie pozwolę jej zadzierać z Niallem Horanem.
Co to to nie. Po chwili, zmęczony owymi rozmyślaniami, osunąłem się w ramiona
Morfeusza, który rządził krainą marzeń i pragnień.
piątek, 27 lipca 2012
Siódmy ♥
7.
Wdech, wydech, wdech,
wydech… Nie panikuj chłopie. To twoja rodzina, będzie dobrze. W końcu… Nie
wyrzucą mnie na bruk, prawda ? Miałem taką nadzieję. Chciałem żeby się udało.
Wziąłem głęboki oddech i gdy mama odłożyła talerz zacząłem.
-Musze Wam coś powiedzieć – Wyjąkałem ze ściśniętym gardłem.
Oddychaj Styles. Jeszcze nic się nie dzieje. Wytarłem spocone dłonie o jeansy i
spuściłem wzrok. – Ja… Bo… - Jąkałem się, przez co jeszcze bardziej się
denerwowałem, a to stanowczo pogarszało sprawę. Czułem na sobie spojrzenia
wszystkich obecnych w kuchni. Wyczuwałem, że Niall pragnie teraz podejść, wziąć
mnie za rękę i uspokoić. Niestety, jeszcze nie teraz. Jeszcze nie ten moment. –
To trudne ale… Nialljestmoimchłopakiem – Wypowiedziałem na jednym wdechu i
wpatrywałem się w twarz kobiety przede mną. Na początku widziałem zdziwienie,
które ustąpiło miejscu rozbawieniu, a gdy zobaczyła, że jestem śmiertelnie
poważny, stała się jakby… smutna ? Nie zbyt wiedziałem co teraz czuje. Proszę, zrozum, proszę, proszę…
-Harry… Synku, chodź tu do mnie – Wyciągnęła ręce, a ja
wpadłem w jej ramiona, jak za czasów, gdy bawiąc się na placu zabaw zadrapałem
łokieć czy kolano. Albo jak wracałem poobijany ze szkoły. Tłumacząc się, że
jedynie się przewróciłem. Nigdy nie wyjawiłem jej prawdy. Nie powiedziałem, że
znęcali się nade mną starsi uczniowie. Nie chciałem jej martwić. I tak miała za
dużo na głowie. Odejście taty, nową pracę, nas… Musiała to wszystko ogarnąć,
nie chciałem zamęczać jej moimi, nic nie wartymi problemami. Zalałem bluzkę
rodzicielki falą łez. Trwaliśmy w tym uścisku przez pewien czas. Nie wiem czy
minęło 10 minut czy godzina.
-Przepraszam mamusiu – Szepnąłem, odsuwając się i powracając
na wcześniejsze miejsce.
-Harreh, kochanie, nie masz za co przepraszać. To nie jest
nic złego. – Lekko się do mnie uśmiechnęła, jednakże wciąż była wstrząśnięta. –
Nadal jesteś moim ukochanym maleństwem i nic tego nie zmieni. Nie obchodzi mnie
czy jesteś heteroseksualny czy biseksualny. Jak dla mnie możesz być nawet
mutantem o 8 rękach, ale powtarzam… To nic nie zmieni. Kocham Cię słoneczko.
Poczułem jak Niall wsuwa swoją dłoń w moją. Posłałem mu
uśmiech poprzez łzy. Moja mama mnie zaakceptowała. Nie odrzuciła mnie. Nie
odsunęła się z obrzydzeniem. Ale chwila… Spojrzałem na brunetkę stojącą w
progu. Na jej twarzy widniała .. radość ? Czy powinienem się bać ?
-Wiedziałam, że między Wami coś jest ! – Wykrzyknęła
triumfalnie – Widziałam te uśmieszki, spojrzenia. Nie, nie jestem ślepa –
Przewróciła oczami, widząc nasze zdziwione spojrzenia – Tak czy inaczej, nadal Cię
kocham braciaak ! Wciąż jesteś moim najukochańszym, młodszym bratem – Potargała
mi włosy, za co posłałem jej krzywe spojrzenie – Zrań go, a wylądujesz z
powrotem w Irlandii, z częściami ciała, nie na swoim miejscu – Te słowa
kierowane były do Niall’a, który jedynie patrzył na nią z rozbawieniem. Gdy
Gemma wraz z mamą opuściły kuchnię wpiłem się w wargi blondyna. Jego pocałunki
były dla mnie niczym tlen. Nie mogłem normalnie funkcjonować czy myśleć…
Znaczy, kiedy mnie dotykał było jeszcze gorzej. Zapominałem co chciałem
powiedzieć, nie orientowałem się co dzieje się wokół… Ale to było dobre.
Napędzało mnie. I…
-NIE OBŚISKIWAĆ MI SIĘ TAM ! – Usłyszałem głos siostry i
parsknąłem śmiechem, patrząc ze szczęściem na chłopaka.
-Kocham Cię – Przejechałem palcem po linii jego szczęki, na
co zadrżał lekkim pomrukiem. Musnąłem usta Irlandczyka i skierowałem się do
swojego pokoju, czując jak moje ciało zalewa fala radości. Rodzina mnie
zaakceptowała ! Nie musimy się ukrywać… No, bynajmniej w domu. Nie miałem
odwagi wyjść na ulice mojego rodzinnego miasta trzymając chłopaka za rękę. Broń
Boże się go nie wstydziłem, po prostu… bałem się ? Chyba to będzie najlepsze
określenie. Bałem się, ze znowu skrzywdzą Niall’a. A obiecałem sobie, w chwili,
gdy leżał zapłakany na materacu, a ja z rosnącym bólem w sercu wysłuchiwałem
jego szlochów, że nikt, nigdy więcej go nie zrani. Czy to psychicznie, czy
fizycznie. A dobrze wiedziałem, że gdy ludzie ze szkoły nas zobaczą, nie
obejdzie się bez chamskich tekstów. Opadłem na łóżko i przyciągnąłem do siebie
Niall’a przez co znalazł się na moich udach, niebezpiecznie blisko mojego
‘przyjaciela’. Mruknąłem, gdy się o niego otarł.
-Nie dzisiaj… Jestem zmęczony – Powiedziałem, wtulając się w
jego otulony cienkim T-shirtem tors. Poczułem bijące od niego ciepło i miłość i
ogarnęło mnie bezgraniczne poczucie bezpieczeństwa. No bo jak nie czuć się
bezpiecznym, kiedy jest się przytulonym do osoby, którą kochasz, a otaczają cię
ludzie, którzy są dla ciebie najbliżsi. Żyć, nie umierać. Mocniej przycisnąłem
do siebie blondyna i przejechałem nosem po jego przedramieniu, po czym
zrzuciłem go z siebie, przez co z głośnym hukiem wylądował na podłodze.
Zaśmiałem się, posyłając mu rozbawione spojrzenie. Wstałem.
-Idę się myć. Tym razem zamykam drzwi napaleńcu –
Skwitowałem, przypominając sobie jak przedwczoraj wparował do łazienki, podczas
gdy brałem prysznic. Posłał mi smutne spojrzenie. Poklepałem go po blond
czuprynie i wszedłem do pomieszczenia.
x Niall x
Podniosłem się z podłogi, masując bolący tyłek. Zapłaci mi
za to. Nie mam pojęcia jak, ale coś tam wymyślę. Może we Francji ? Zepchnę go z
wieży czy coś. Zaśmiałem się nad własną głupotą i położyłem na miękkim łóżku.
Tak się cieszyłem, że Harry w końcu się przekonał i powiedział mamie i siostrze
o swojej orientacji. Wiedziałem, że go nie odrzucą. W końcu to jego rodzina.
Przecież nie wywaliliby go na ulicę. No proszę Was… A najlepsze, że jego mama
wciąż nie ma nic przeciwko naszemu wspólnemu wyjazdowi do Francji. Ciekawe jak
u mnie w domu zareagują na to, że mam … chłopaka.
Boże, jakie to był piękne jak Harreh wypowiedział to zdanie, że jestem jego
chłopakiem. Myślałem, że padnę z tych emocji. W końcu przyznał, że jesteśmy…
parą ? Jak to dziwnie brzmi. Od małego mi się wydawało, że para to chłopak i dziewczyna.
Ba ! Uważałem, że gdy dorosnę, znajdę sobie dziewczynę, weźmiemy ślub i
będziemy szczęśliwi. Ale przecież związek z Harrym nie wykluczał kwestii
szczęścia. Przy nim tryskałem radością. Był dla mnie niczym… niczym woda dla
kwiatu. Bez niego usychałem. Bez jego dotyku byłem nikim. Dopełniał mnie. Oblizałem wargi, gdy wyszedł z łazienki,
owinięty jedynie ręcznikiem, który znajdował się nisko na biodrach, ukazując
ślad włosów, znikający za materiałem. Wstałem i podszedłem do niego. Objąłem go
w pasie i wtuliłem twarz w miejsce między głową, a obojczykiem. Zassałem się,
pragnąc mu zrobić malinkę. Chciałem, aby widać było, że ten piękny, brunet o niesamowitych
zielonych oczach jest zajęty. Kogoś ma. Co z tego, że tym kimś byłem ja ?
Zwykły, nic nieznaczący nastolatek z Irlandii. Kochaliśmy się. A bynajmniej ja
jego. Oderwałem się od szyj i posłałem mu przepiękny uśmiech. Wziąłem szybki
prysznic, po czym wróciłem do mojego boga seksu. Wskoczyłem do niego pod kołdrę
i mocno przytuliłem. Chciałem pozostać w tym uścisku na zawsze. Niestety… Za 4
godziny musimy wstać i zbierać się na samolot. W ogóle, namawiałem go żebyśmy
poszli wcześniej spać, ale nie, bo po co. Znowu będę musiał użyć drastycznych
środków, aby go obudzić. Nie uwierzę, że wstanie o 3 rano. To jest największy
śpioch, jakiego kiedykolwiek spotkałem. Osunąłem się i oparłem głowę o jego
tors. Poczułem jak szepcze, że mnie kocha. Z uśmiechem na ustach usnąłem w
objęciach mojego chłopaka.
___
Przepraszam, że to tak długo, i że krótki :<
I dziękuję za te 9 komentarzy, one naprawdę dużo dla mnie znaczą ♥
___
Przepraszam, że to tak długo, i że krótki :<
I dziękuję za te 9 komentarzy, one naprawdę dużo dla mnie znaczą ♥
Subskrybuj:
Posty (Atom)